niedziela, 18 grudnia 2016

"Wake up to reality! "

                 Dwa przerażająco długie dni nareszcie dobiegły końca. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że końcówka mojego pobytu tutaj może być aż tak męcząca. Niestety wolny czas nie działał na moją kojarzyć. Lawina nieuporządkowanych myśli przewijała się codziennie przez moją głowę doprowadzając mnie do migreny. Ale chyba takie są uroki zauroczeń..   Westchnęłam zdając sobie sprawę jak bardzo w tej chwili potrzebowałam Yamato.
                 Siedziałam spokojnie na jednym ze szpitalnych krzeseł czekając na wyniki od Shizune i modląc się by były pozytywne. —Yuki.— Odparła głośno Shizune a Tonton rozpoczęła wesoło krążyć po całym korytarzu. Rozbawiona właścicielka pokręciła tylko głową i z radością  oznajmiła mi o moim zaskakująco szybkim poprawianiu się stanu zdrowia. Nie chciałam myśleć czym to było spowodowane tylko jak najszybciej wydostać się z tego medycznego więzienia. Posłałam lekarce szeroki uśmiech i momentalnie znalazłam się na zewnątrz.
                 Świerze powietrze przyjemnie gładziło moje policzki sprawiając, że na tym drobnym ciele zagościły małe ciarki. Nareszcie mogłam wyjść na dwór i poczuć ciepło popołudniowego słońca. Wcześniej moja delikatnie miodowa skóra wydawała się być w odcieniu porcelany. Mimowolnie uśmiechnęłam się sama do siebie gdy nagle drogę zastawiła mi mała postać. —Ile mogłam na Ciebie czekać?—  Usłyszałam przyjemnie delikatny głos Hinaty której humor najwyraźniej dopisywał.
                 Przez naszą wspólną misję jak i później mój pobyt w szpitalu, Hinata była jedną z najczęściej odwiedzających mnie osób przez co bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Jej delikatny charakter bardzo mi przypasował, mimo tego, że na początku była dość zamknięta względem mnie Byłam szczęśliwa, że zdecydowała się przyjść, bo chyba tylko ona jedyna byłaby w stanie pomóc mi uporządkować chaos panujący w mojej głowie.
                 —Nie wyglądasz na zadowoloną..— Odparła dziewczyna z widocznym smutkiem. Zaśmiałam się melodyjnie delikatnie ją ściskając. —Chyba żartujesz głuptasie! Jestem szczęśliwa, że przyszłaś!— W tym momencie uśmiech powrócił na jej porcelanową twarz i razem powoli ruszyłyśmy po jednej z uliczek wioski. —To jak, zrobisz jakąś imprezę z okazji urodzin?— Roześmiałam się radośnie na dźwięk jej słów.  —Chyba żartujesz! To dopiero za trzy miesiące, wychodzisz w przyszłość dużo dalej niż ja.— Stwierdziłam rozbawiona patrząc na dziewczynę. —Ale obiecuję, że będziesz jedną z pierwszych osób które...— Nim zdążyłam dokończyć poczułam opór zderzający się ze mną. —Pierwszych które co?— Głos Shikamaru rozbrzmiał w moich uszach, a na mojej twarzy automatycznie pojawiły się rumieńce i delikatny uśmiech. Zanim się zorientowałam co się właśnie wydarzyło poczułam zdziwiony wzrok osób znajdujących się dookoła mnie. —Głupi jesteś!— Odparłam szybko delikatnie szturchając go w ramie. Roześmiana Hinata i Choji przyglądali nam się uważnie. —Wiem, że tak nie myślisz..— Odparł delikatnym tonem głosu który po raz pierwszy w życiu słyszałam. Jego dłoń szybko znalazła się na tylej części mojej szyi delikatnie ją gładząc. Ciepło mimowolnie przeszyło moje ciało. —Boże Nara! Lepiej idź zapalić czy coś..— Odburknęłam łapiąc Hinatę za nadgarstek  i szybko odchodząc w przeciwnym kierunku.
                 W ciszy doszłyśmy do mojego mieszkania. Będąc w środku Hyuga usiadła wygodnie na kanapie z wymownym uśmiechem spoglądając się na mnie. —Co?— Odparłam zaskoczona widząc zachowanie dziewczyny. —Nie chcesz mi powiedzieć niczego o Tobie i Shikamaru?— Spytała dociekliwie nie spuszczając ze mnie swojego bladego wzroku. Jej słowa wprawiły mnie w zakłopotanie i wyraźnie ukazały się małe rumieńce, które najwidoczniej stanowiły dla niej odpowiedz. —Nie.. To znaczy ja nie wiem, bo.. Jezu nie ma tematu..— Zmieszana podniosłam się momentalnie kierując w stronę kuchni by nastawić wodę. —A Gaara?— W tym momencie szklany kubek wyślizgnął mi się z dłoni. Cichy chichot dziewczyny rozprzestrzenił się po mieszkaniu. Starając się uspokoić sprzątnęłam resztki narobionego bałaganu, po czym przygotowałam dwie szklanki herbaty. —Tajemniczy kwiat, przecież to takie romantyczne. A do tego zabójczo przystojny geniusz. Ciężkie masz życie.— Ponowny śmiech dziewczyny rozbrzmiał w salonie. —Hinata ja nie wiem o czym Ty mówisz.— Uśmiechnęłam się do niej znacząco biorąc łyk ciepłego trunku.
                 Po długiej jak i męczącej rozmowie z przyjaciółką nareszcie zostałam sama. Ciężkie godziny sprawiły, że na zegarze wybiła już godzina siedemnasta. Zmęczona opadłam na kanapę, a mój wzrok utkwił na małym kwiatku znajdującym się na komodzie. Tysiąc pytań, myśli i niepewnych uczyć by nareszcie móc się zdecydować do ruszenia naprzód. Szybko doprowadziłam się do pionu by móc załatwić męczącą mnie sprawę jeszcze przed misją.
                 Ciche stukanie do drzwi sprawiło, że moje serce raptownie zwiększyło tępo swojego bicia. Nie byłam pewna tego co zaraz się wydarzy,jednakże podświadomie czułam konieczność zmierzenia się z tym. Coraz głośniejsze kroki kierowały się w moją stronę po czym poczułam delikatne światło drażniące moje oczy wynikające z otwierających się drzwi. —Yuki?— Chłopak spojrzał na mnie z delikatnym niedowierzaniem, widać było malujące się na jego twarzy zdenerwowanie. —Coś się stało?—  Spytałam zaskoczona, jednak zastała mnie tylko głucha cisza. Wzięłam głębszy oddech chcąc dodać sobie otuchy. —Bo wiesz... Nie zaprosisz mnie na herbatę?—  Uśmiechnęłam się zadziornie chcąc rozluźnić panującą atmosferę. Jednak grymas powstały na jego twarzy po moim pytaniu całkowicie mnie zdezorientował. —Yuki to chyba nie jest najlepszy pomysł..—
—Shika!!!— Głos znajomej mi blondynki przerwał niezręczną ciszę. Dziewczyna podbiegła stając obok mnie. —Och, cześć Yuki! Tak więc, jesteś gotowy?— Wzrok Ino utkwił na zawstydzonym brunecie który najwidoczniej nie miał pomysłu na rozwiązanie dziwnie zaistniałej sytuacji.
—Ja już i tak się zbierałam.— Odparłam szybko próbując być jak najbardziej naturalną. Odwróciłam się na pięcie uśmiechając w stronę znajomych. —Wpadnę najwyżej później..— Stwierdził Nara znacząco unikając mojego spojrzenia.
             *****************************************************************

                 Po wybiciu dwudziestej na drewnianym zegarze, byłam już gotowa do rozpoczęcia jednej z najważniejszych misji w moim życiu. Mimo nieprzyjemnego uczucia rozwalającego moje wewnętrzne poczucie wartości spowodowanego, o dziwo, przez mojego przyjaciela. Może niewypowiedziane słowa oraz uczucia będące nie do opisania, nie zaliczają się do miana bycia prawdziwymi.
                 Westchnęłam ciężko zakładając plecak i w tym samym czasie otwierając drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu na zielonej wycieraczce próbował nieudolnie umiejscowić się Gaara. Na widok tego komicznego zjawiska zaśmiałam się mimowolnie. Chłopak od razu uniósł się dumą nawet na mnie nie spoglądając. —Stwierdziłem, że lepiej będzie po Ciebie podejść. Mamy ciężką noc przed sobą i nie byłem pewny czy jesteś na to gotowa. — Odparł stanowczo chłopak. Nie reagując na jego słowa zamknęłam drzwi i ruszyliśmy w stronę głównego wyjścia wioski.
Już niedługo Yamato, już idę po Ciebie..

niedziela, 23 października 2016

"Failing doesn't give you a reason to give up as long as you believe."

                 Gdzie ja jestem? Powoli otworzyłam czy czując jak ból powoli rozprzestrzenia się po mojej głowie. Biały, niewielki pokój. Zasłonięte żaluzje sprawiały, że tylko kilka promieni słonecznych wpadło do pomieszczenia. Gaara? Spojrzałam niepewnie na stojącego naprzeciwko czerwonowłosego. Uśmiechnęłam się delikatnie, a usłyszawszy jego wypowiedz zaśmiałam się melodyjnie.   —To uznajmy, że wisisz mi przysługę, może być?—   Uniosłam jeden z kącików ust ku górze. Wyraz jego twarzy zupełnie nic nie wyrażał. W tym momencie wrócił wcześniejszy Gaara. Westchnęłam, a nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć poczułam na sobie ciężar ludzkiego ciała.
—Hinata?—   Zamarłam czując jak bardzo na mnie napiera.   —Przepraszam Yuki, powinniśmy Ci pomóc!—   Potok łez wypłynął z jej śnieżno białych oczu. Zaśmiałam się mimowolnie delikatnie gładząc ją po głowie.    —Głuptasie, nie jesteście odpowiedzialni za moje czyny. Wszystko gra.—   Uśmiechnęłam się szeroko do niepewnie stojących w drzwiach kompanów dziewczyny. Momentalnie odetchnęli z ulgą, a na ich twarzach zagościł szeroki uśmiech.  Nim się spostrzegłam piaskowy chłopak już zniknął. Najwidoczniej nie potrafi odnaleźć się w jakimkolwiek towarzystwie. Starając się ukryć kłębiące w sobie uczucia, z wielką radością rozmawiałam z drużyną 8.
             *****************************************************************

                 Żegnając się z moimi odwiedzjącymi marzyłam o chwili dla siebie. By wyciszyć umysł i nie zamartwiać się minionym wydarzeniem. Na korytarzu usłyszałam Kibę który głośno kogoś powitał, zaklęłam w myśli domyślając się kto może być tą osobą. Shikamaru... Na twarzy zagościł mi wymuszony uśmiech. Chłopak powoli wszedł do pokoju zajmując miejsce na łóżku. Jak gdyby cholera nie stało obok krzesełko.. Biadoliłam w myślach czując niebezpieczną bliskość znajdującą się pomiędzy nami. Ku mojemu zaskoczeniu nie usłyszałam żadnej wiązanki skierowanej w moją stronę. Poczułam się skołowana widząc żal w oczach przyjaciela. Chcąc przerwać krepującą ciszę panującą w pokoju otworzyłam niepewnie usta, jednak zanim zdążyłam się wysłowić poczułam mocny uścisk i tors chłopaka na swoim policzku. Czułam uderzenia jego serca, które z każdą chwilą przyśpieszało swój puls. Ciepło napływające do mojej twarzy sprawiło poczucie wypalania policzków. Impulsywnie chcąc przesunąć się od chłopaka, poczułam jak swoją dłoń położył na mojej głowie.

                 —Boże ta cisza mnie dobija.—  Mruknęłam odpychając delikatnie chłopaka. Siedzenie w bezruchu przez ponad kwadrans było w tym momencie największą torturą. Podszedł do okna by odpalić papierosa. W tym samym czasie poczułam rozpalający ból w miejscu gdzie znajdował się miecz, na mojej twarzy mimowolnie pojawił się grymas bólu.  —Ouch, takie miny na moje przywitanie. Czym sobie zasłużyłem taką niechęcią?—   Zaśmiał się wypuszczając dym przez lufcik okna. Uśmiechnęłam się do niego zadziornie, podnosząc się delikatnie by plecami móc się wygodnie oprzeć. Po szybkim spaleniu brunet zajął miejsce tym razem na znajdującym się obok łóżka krześle. —Yuki chce z Tobą porozmawiać...— Chwycił mnie za dłoń a ja czułam jak gdyby ktoś zaczynał mi wbijać szpilki w plecy.
—Nie mogę zapomnieć o tym co zdarzyło się przed Twoją misją. Całymi dniami myślę o Tobie, Twoim uśmiechu, głosie i beznadziejnym pozytywnym podejściu do życia.  A smak Twoich ust po dziś dzień mąci w mojej głowie. Gdy dowiedziałem się o Twoim wypadku od razu opuściłem naprawianie wioski i ruszyłem w drogę by odstawić Cię do domu. Przez ten tydzień gdy byłaś nieprzytomna ja..
—Że co?!—  Krzyknęłam słysząc na temat naprawiania wioski. Momentalnie zerwałam się z łóżka łapiąc za płaszcz i wyskakując przez drzwi. Jednak po chwili zastanowienia wróciłam do Shikamaru, musnęłam go w policzek sprawiając, że na jego twarzy pojawił się uśmiech.   —Przepraszam, później dokończymy rozmowę. Muszę coś sprawdzić.—   Oczywiście Nara zrozumiał to chyba jako zaproszenie, bo od razu pobiegł za mną. Pędząc przez wioskę doszłam do wniosku, że w szpitalu zabrakło kluczowej dla mnie osoby. Tyle ludzi przyszło mnie odwiedzić, jednak nie ta najważniejsza osoba. Ledwo doszłam do budynku Kage który znajdował się dość blisko szpitala. Z impetem weszłam do pokoju piątej od razu podbiegając do jej biurka.   —Gdzie do cholery jest Yamato!?—   Krzyknęłam spoglądając na blondynkę, której twarz momentalnie zbladła. Zdenerwowana opadłam na krzesło i dopiero zdałam sobie sprawę, że obok mnie siedzi znany mi shinobi piasku. Cały czas czułam na sobie jego wzrok. Gdy Shikamaru również znalazł się w pokoju piąta zaczęła wyjaśniać zaistniałą sytuację. Opowiedziała o tym, że wioska została zaatakowana przez akatsuki, a w tym czasie Orochimaru porwał mojego kapitana. Z każdym jej kolejnym słowem czułam jak zimne łzy opadają na moją piżamę. —Yuki...— Szepnął Shikamaru kładąc mi dłoń na ramieniu. Przetarłam łzy spoglądając na panującą. Czułam jak kipi we mnie wściekłość.     —To kiedy go odbiję?—    Spytałam pewnie, a kobieta uśmiechnęła się na dźwięk moich słów.   —Za dwa dni.—   Odparła podchodząc do okna.   —Ale tym razem będziesz w mniejszej grupie. Twoim towarzyszem będzie Gaara.—    Odparła a mój nieposkromiony kolega od razu rzucił się na Tunade.  —Jak to cholera możliwe, że nigdy nie pozwolisz mi jej pomóc co?! Co ja takiego zrobiłem?— Rozżalony spojrzał się na nią, a ta tylko się zaśmiała. Przed wyjściem dostałam zalecenia dla opiekującej się mną Shizune za której pomocą miałabym być w pełni sił w dniu swojej misji.
             *****************************************************************


                 Ułożyłam się w szpitalnym łóżku starając usnąć. Mętlik spowodowany Shikamaru i Yamato nie dawał mi spać. Wsunęłam dłoń pod poduszkę chcąc ją przytulić, gdy nagle poczułam jakieś zawiniątko. Powoli wyciągnęłam zdobycz, starannie ją otwierając. Po przełożeniu ostatniego materiały moim oczom ukazała się wysuszona lilia. Jej stan był opłakany, zdawała się być już stara, jednak w jakiś sposób piękno dalej od niej biło. Delikatnie się uśmiechając ujrzałam na materiale piasek. Niemożliwe.. Westchnęłam ciężko zdając sobie sprawę od kogo był ten mały prezent.

czwartek, 20 października 2016

Point of view by Gaara.

                 To wszystko wydaje się być wielkim, nieudanym żartem - Zniesmaczony siedziałem na krześle znajdującym się naprzeciwko jednego z pokoi szpitalnych. Kto by pomyślał, że będąc przyszłym władcą Piasku przyjdzie mi czuwanie nad kunoichi  Liścia. To jest nie do pomyślenia. Przecież jej misją było bezpieczne doprowadzenie mnie do celu, nie wiem dlaczego dziwne uczucie męczy mnie od dnia tego incydentu. Chyba jestem jej to winien..
Oparłem głowę o tylne ramie krzesła przymykając oczy. Cały czas miałem przed oczami moment w którym dziewczyna zasłoniła mnie swoim ciałem. Głośne tykanie zegara i wybijanie przez niego kolejnej pełnej godziny uświadomiło mnie jak długo się tutaj znajduję. Głupia dziewucha.. Westchnąłem ciężko dłonią gładząc się po zmęczonej głowie, drugą zaś uporczywie trzymałem schowane w garści zawiniątko. Nie chciałem już tutaj dłużej siedzieć, jednak wewnętrznie czułem taką potrzebę. Głupie zjawisko którego w najbliższej przyszłości będę musiał się wyzbyć. Wstałem z krzesła podchodząc do drzwi, znajdująca się na nim szyba pozwoliła mi dostrzec leżącą na nim blondynkę. Śliczne blond włosy mimo bezruchu wydawały się falować.. Kretyn! Skarciłem się w duchu na samą myśl o dopuszczenie do siebie jakichkolwiek myśli związanych z dziewczyną.
Gaara.. —  Usłyszałem wewnątrz siebie dobrze znany mi głos. — Co jest Shukaku?—  Odparłem do znajdującego się wewnątrz mnie swojego jedynego przyjaciela.
Czujesz, że to ona prawda? Nie wypieraj się tego. Przecież gdyby nie tamto zdarzenie to pewnie byśmy nigdy nie zostali..
—Zamknij się!—   Przerwałem mu w połowie czując jak wszystko zaczyna się we mnie  gotować.       —Nawet jeśli to nie mam pewności, że to jest właśnie ONA. Zresztą nie mam zamiaru martwić się takimi sprawami, wszystko mam już ustalone. —    Shukaku znając moje myśli od razu zamilkł co jest wielkim plusem, muszę się wyciszyć i przemyśleć minione wyprzenie.


                   Z mojej własnej rozterki wyrwały mnie szmery odchodzące z drugiego końca korytarza.   — Gdzie ona jest?!—   Dobrze znany mojej osobie brunet z Liścia zastawił mi drogę. Obojętnie skinąłem głową w stronę pokoju gdzie znajdowała się dziewczyna. Shikamaru już łapał za klamkę, a mój piasek mimowolnie zabronił mu dostępu do pomieszczenia.    —Lekarz wyraził się jasno, że potrzebuje spokoju..—    Syknąłem pod nosem, delikatnie odsuwając chłopaka. Co ja do jasnej cholery wyprawiam?! Oniemiały zrobiłem krok do tyłu nie wiedząc dlaczego tak robię. Chłopak podszedł szybko uważnie przy tym mnie  ilustrując.     —No proszę! Kto by pomyślał, że moja Yuki zmiękczy kogoś takiego jak Gaara—    Zaśmiał się drwiąco. Czułem jak złość wypełnia mnie od środka. Ona nie jest Twoja! Zresztą nic mnie nie obchodzi.. - Biłem się ze swoim własnym rozsądkiem, a Nara spojrzał na trzymane przeze mnie zawiniątko.   —Kupiłeś jej prezent? Romantyk..—   Po jego ostatnim słowie zbliżyłem się tak, że nasze ramiona znajdowały się obok siebie. —Jeżeli nie chcesz skończyć w sali obok swojej przyjaciółeczki to lepiej byś już zamknął swoją niewyparzoną gębę..—   Piasek delikatnie unosił się nade mną, czułem że emocje któych pierwszy raz w życiu nie potrafiłem kontrolować zaraz wypchną.
—Gaara!—    Usłyszałem donośny kobiecy głos. Piąta hokage stała naprzeciwko mnie. Odepchnęła delikatnie stojącego obok shinobi,  a mi dała znać  by udać się do znajdującego się nieopodal pomieszczenia.    —Nic bym mu nie zrobił.—   Stwierdziłem obojętnie zamykając drzwi. Wzrok jaki ujrzałem na jej twarzy nie zapowiadał niczego dobrego.   —Chodzi o  Yuki...—   Odparła cicho a ja odruchowo zająłem miejsce obok niej.   —A tak właściwie o shinobi z mojej wioski. Gdy była na misji ze swoją drużyną,  nasza wioska została zaatakowana. Ponieśliśmy straty i teraz odbudowujemy nasz dom, jednak w całym tym zgiełku zaginęła jedna bardzo ważna osoba..—
Jej głos się zniżał, a twarz powoli bladła. Wyglądało na to, że zaginęła osoba ważna dla naszej owieczki. Westchnąłem ciężko wiedząc, że nadchodzące wydarzenia mogą być dla mnie niekorzystne.
             *****************************************************************

                   Pod wieczór wszedłem do białego pokoju. Trzymane zawiniątko delikatnie schowałem pod jej poduszką  .Spokojny oddech dziewczyny sprawiał, że wydawała się  być taka bezbronna. Delikatnie dotknąłem dłonią jej włosów. Idiota! Stwierdziłem szybko nabierając dłoń. Co ja niby wyprawiam.. Chcąc już wyjść z pomieszczenia usłyszałem ruch na łóżku. Po odwróceniu się zobaczyłem, że królewna już się przebudza. Nie wiedząc dlaczego podszedłem do tylnej rampy łózka opierając się na niej. Jej oczy nagle się otworzyły. Duże czarne, tak bardzo szczęśliwe. Mimo jej stanu nie widać było po niej bólu. Moja obecność ją zaskoczyła, jednak szybko odsłoniła swoje śnieżnobiałe zęby posyłając mi słodki uśmiech.   —Czujesz to Gaara..?—   Głos Shukaku rozbrzmiewał w mojej głowie. Utkwiłem wzrok na dziewczynie starając się nie słuchać znajdującej się wewnątrz mnie postaci.   —No nareszcie Yukiko.. Chociaż szczerze mówiąc to mogłabyś jeszcze dłużej spać, wtedy nie miałabyś czasu by nawymyślać takich głupot które doprowadziły Cię do tego stanu.— Poczułem jak kąciki ust same mi się unoszą ku górze. Uśmiech? Jak to możliwe? By się uśmiechnąć potrzebuję wielkiej motywacji, a tutaj pojawił się on mimowolnie..

wtorek, 18 października 2016

"Never give up without even trying. "

                 Mrok przykrył otaczający nas teren. Burzowe chmury sprawiły, że dzisiejsza noc wydawała się być dużo bardziej ponura niż poprzednie. Schowałam się szybko do jednego z rozstawionych namiotów, tuż za moimi plecami usłyszałam opadające krople deszczu. Uśmiechnęłam się mimowolnie ze swojego szczęścia. Okręciłam się ciepłym kocykiem starając zebrać kłębiące się teraz w mojej głowie myśli..   —Yuki!— Przemoknięta Hinata wskoczyła do namiotu.    —Już dawno nie widziałam czegoś takiego.—   Zaśmiała się chowając w śpiwór znajdujący obok mnie. Uczyniłam tą samą czynność co moja towarzyszka chcą już upragnionego końca tej misji. Dziewczyna oznajmiła mi w między czasie, że chłopcy na zmianę będą stać na straży. W sumie to dobry pomysł, wystarczy tylko by Shino wypuścił swoje owady, a one momentalnie ostrzegą go o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Ułożyłam się obok koleżanki, powoli zamykając zmęczone już powieki.
Yuki! Yukiko! - Zerwałam się słysząc głos w mojej głowie. Natrętne koszmary ostatnimi czasy nie mają dla mnie serca. Złapałam się za ramiona czując delikatny chłód. Wygląda na to, że szalony wiatr delikatnie uchylił wejście do namiotu. Chcą już zamknąć zasuwkę usłyszałam głośny szelest.     —Hinata..—    Szepnęłam, jednak śpiąca królewna przekręciła się w tym czasie na drugi bok. Zaśmiałam się pod nosem. Krople deszczu dalej opadały z wydźwiękiem na ziemię. Wzięłam głęboki oddech i opuściłam schronienie chcąc sprawdzić przyczynę niepokojącego mnie hałasu. Pogoda panująca na dworze była niczym przedstawienie. Głośne pioruny przeplatały się na zmianę z szybko spadającymi kroplami deszczu. Rozejrzałam się dookoła, jednak widząc brak kogokolwiek na straży poczułam jak serce przyśpieszyło swój puls. Gaara.. Stwierdziłam widząc czerwonowłosego kierującego się w stronę lasu. Nie pozwolę Ci uciec. Uśmiechnęłam się do siebie wskakując na gałąź drzewa i goniąc za chłopakiem.
                  —Wiesz, że to nie ładnie odchodzić bez pożegnania..—    Stwierdziłam stając za uciekinierem. Włosy całkowicie mu oklapły tworząc jego wygląd jeszcze bardziej komicznym. Jednak on tylko mruknął pod nosem. Wygląda na to, że jednak nie chciał uciec. - Uświadomiłam się gdy ten zaczął niebezpiecznie zmniejszać dzielący nas dystans. Nim się spostrzegłam stał naprzeciwko mnie, a wokół nas utworzyła się piaskowa komora.    —Nie nadajesz się na shinobi..—    Rzekł z pogardą, a ja poczułam jak gdyby ktoś wbił mi ostrze w plecy. Jego słowa były spowodowane lecącymi w nas shurikenami których nie zauważyłam. Spuściłam głowę łapiąc znajdujące się w schowku na moim udzie kunai, a gdy piasek, opadł pod wpływem deszczu, ruszyłam w pogoń za napastnikiem. Czułam jak serce wyskoczy mi zaraz z klatki piersiowej. Musiałam mocno się zapierać by przypadkiem nie ześlizgnąć się z gałęzi. Nareszcie dotarłam na dużą polanę, w której centrum znajdował się wysoki mężczyzna w czarnej płachcie. Zeskoczyłam powoli na ziemię mocno trzymając swoje narzędzie obronne. Nieznajoma postać odwróciła się ukazując mi swoją twarz. Sharingan. Złapałam oddech widząc czerwone oczy chłopaka, opadające powieki sprawiały, że ten obraz wydawał się być bardziej przerażający.    —Jak się masz Yuki?— Jego ciepły głos sprawił, że całkowicie osłupiałam. Czy swoje imię mam wypisane na czole, że jest ono dla niego takie oczywiste?    —Zapomniałaś już o Itachim?—   Uśmiechnął się zbliżając w moją stronę. Nie byłam w stanie się poruszyć, widok ciemnowłosego wprawił mnie w zakłopotanie. Nagle brunet odskoczył a przed moją twarzą ukazała się piaskowa ściana. Gaara stał na uboczu polany starając się odepchnąć napastnika. Upadłam bezwładnie na kolana czując przeżywający ból głowy.

                  Nie bój się Yuki... Wiesz, że chce Ci pomóc..-ciepły głos przepełniał moją głowę. Przed oczami zobaczyłam bruneta, jednak tym razem wyciągał do mnie dłoń. Mała zakrwawiona rączka powędrowała prosto do niego. Wziął malutką dziewczynkę na ręce, sprawiając że czułam się jak obserwator. 
Wspomnienia których nie znałam wypełniały moją głowę. Czułam, że zaraz eksploduję, a tworzący  ból był nie do powstrzymania. Sceny, ludzie.. Nikogo nie kojarzyłam, jednak definitywnie były to sytuacje w których brałam udział.
             *****************************************************************

                   —Nie masz szans potworze!—  Odparł czerwonooki napierając na piaskowego chłopca. Ten robił uniki jednak zwinność właściciela Sharingana była nie do opisania. Jak gdyby wiedział w którą stronę ruszy się jego rywal. Szybko się doprowadziłam do porządku widząc toczącą się walkę. Złapałam za leżące na ziemi kunai i rzuciłam się z nim na napastnika. Chłopak oczywiście odepchnął mój atak, jednak sprawiłam, że to ja stałam teraz się jego celem. Nasze ostrza uderzały o siebie tworząc przy tym irytujący hałas.    —Suiton: Suidan no Jutsu! —   Na ten dźwięk momentalnie odskoczyłam starając się omijać strumienie wypuszczane przez Itachiego. Chłopak z wyraźnym zaangażowaniem starał się mnie pokonać, jednak treningi z Lee popłaciły i w perfekcyjny sposób uniknęłam jego natarcia. Jednak szybko zorientowałam się, że nie ja byłam jego celem, lecz syn kazekage. Walczący ze mną klon odwracał moją uwagę. Oryginał ruszył w stronę Gaary trzymając w dłoni miecz, a piach chłopaka mimowolnie opadał pod ciężarem deszczu.

Krew rozlała się na boki. Ostrze miecza znajdowało się tuż przy brzuchu chłopaka, jednak to z moich ust mimowolnie wyleciała krew. Czułam jak ból przeszywa moje wnętrzności. W tym momencie chciałam wrócić do swojej spokojnej kawiarni.                 —To Ty... —   Usłyszałam niezrozumiały szept Gaary, a stojący naprzeciwko mnie brunet uśmiechnął się do mnie pogodnie.    —Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać —  Zaśmiał się pod nosem chcąc wyciągnąć miecz. Złapałam go mocno za dłoń uśmiechając się do niego.    —Ranton: Reizā Sākasu.. — Utworzyłam pieczęć której pioruny od razu odepchnęły chłopaka. Czując jak moje oczy mimowolnie się zamykają upadłam powoli na stojące za mną ciało.

poniedziałek, 17 października 2016

"A smile is the best way to get oneself out of a tight spot, even if it is a fake one. Surprisingly enough, everyone takes it at face value."

                  Idąc długim korytarzem do kwatery głównej Sunagakure poczułam swego rodzaju niepokój. Nie byłam w stanie tego wyjaśnić, ale moi towarzysze zdecydowanie poczuli to samo co ja. Hinata nerwowo odgarniała swoje długie włosy, Akamaru lekko skamlał, a Shino był jeszcze bardziej cichy niż zazwyczaj. Jedynie Kiba starał się niczego po sobie nie zdradzać.  Dopiero po chwili zorientowałam się, że sprawcą tej dziwnej atmosfery był czerwono włosy chłopak stojący na samym końcu korytarza.  Patrzył w naszą stronę, a jego wzrok wcale nie ukazywał jakiejkolwiek formy radości.  Wręcz przeciwnie… miałam wrażenie jakby nienawidził całego świata i nie krył się z tym. Negatywna aura gęstniała z każdym krokiem w jego stronę. Dopiero, gdy podeszłam bliżej mogłam lepiej się mu przyjrzeć. Stał oparty o ścianę z rękoma założonymi na piersi, a wokół niego unosił się drobny, złoty piasek.  Na czole miał wytatuowany zupełnie nie pasujący do niego znak – „miłość”. Mimo odpychającej powierzchowności miał w sobie coś przyciągającego.  Co dziwniejsze miałam wrażenie, że gdzieś już go widziałam.
Znowu to głupie wrażenie… – skarciłam się w duchu. Nie znałam przecież nikogo spoza Konohy.
Stanęliśmy naprzeciwko siebie.  Kiba widząc nasze poddenerwowanie zagadnął nieznajomego.
— Ty też czekasz do Kazekage?
— Być może. – odpowiedział chłopak posyłając Kibie pogardliwe spojrzenie. — Zależy kto pyta. — dodał po chwili.
— Jesteśmy shinobi z wioski Liścia. — odparł Shino spokojnie.
— Widzę, że Konoha nie ma jednak zbytnio czym się chwalić. — Zilustrował dokładnie moich kompanów, by za chwilę zatrzymać swój wzrok na mnie. Cholera, dlaczego tak mi się przygląda. Czuje się nieswojo – pomyślałam prostując się jednocześnie by dodać sobie pewności siebie.
— Ty natomiast w ogóle nie wyglądasz na shinobi. — w jego męskim głosie wyczuć mogłam zażenowanie moją osobą.  Poczułam jak spływa na mnie fala goryczy i zdenerwowania. Może i długo nie piastowałam tytułu ninja wioski, ale na pierwszy rzut oka nie szło tego dostrzec. Zirytowała mnie więc jego spostrzegawczość.
— Jja również jestem kunoichi z Wioski Liścia. — zająknęłam się na początku, jednak złość jaka mnie ogarnęła spowodowała, że patrzyłam na niego z podobnym dystansem.  Najwidoczniej rozbawiłam swojego rozmówcę, bo prychnął pod nosem uśmiechając się dyskretnie. Nie byłam jednak w stanie wyczuć jaki to rodzaj uśmiechu.
— Nie musisz się tłumaczyć Yuki. A Jeśli tobie coś nie pasuje koleś, to może powiedz to otwarcie.. — Kiba jak zwykle temperamentem nie grzeszył, a Akamaru warknął wyczuwając nastrój swojego pana.
— Radzę ci uważać, bo zaraz będziesz musiał kupować nowego psa. — Czerwono włosy opuścił ręce, a piasek wokół niego złowieszczo zawirował.
Co robić – pytałam samą siebie, przerażona sytuacją, która zaraz miała się rozwinąć. W tym samym momencie otworzyły się drzwi do pokoju Kazekage, a w nich stanęła kobieta, najprawdopodobniej jego sekretarka.
— Gaara! — podniosła ton, jednak na chłopaku nie zrobiło to wrażenia — Natychmiast masz wejść do gabinetu! — Spojrzała na nas. — Wy też możecie wejść, Kazekage was oczekuje. —
Pierwszy wszedł Kiba, potem Shino i Hinata. Wchodząc ostatnia czułam na swoich plecach jego wzrok…
A więc masz a imię Gaara… – to też brzmiało dziwnie znajomo…Jednak nie miałam czasu się nad tym zastanawiać.
            *****************************************************************

                  Minęły trzy dni odkąd opuściliśmy wioskę Piasku. Droga do wioski ukrytej w Skałach zapowiadała się spokojnie, zostało nam tylko kilka dni drogi więc niedługo pozbędziemy się niechcianej przez wszystkich osoby. Nie wiedziałam dlaczego cały czas czułam na sobie chłód jaki zastał nas w rezydencji Kazekage. Nie byłam w stanie zrozumieć swoich odczuć jakie wynikły z mojego pojawienia się tam. Może to była jakaś forma deja vu, albo usłyszałam kiedyś w kawiarni historię któregoś z shinobi na temat tej krainy. Byłam tylko pewna, że współpraca z nowym towarzyszem może tylko doprowadzić mnie do choroby nerwowej. —Yukiko-chan, musimy przyśpieszyć tępa!— Z zadumy wyrwał mnie głos Kiby. Faktycznie tylko ja znajdowałam się na końcu. Zwinnie przeskoczyłam przez następnych kilka gałęzi dzięki temu znacznie przyśpieszając. Kątem oka spojrzałam w prawą stronę. Nowy przyglądał mi się z uwagą, jak gdyby coś go nurtowało. No pięknie.. Westchnęłam ciężko, próbując dorównać tępa będącemu na przodzie Akamaru i jego właścicielowi.
—Powinniśmy zrobić postój, ruszymy po krótkim odpoczynku.—  Stwierdził Kiba zeskakując na ziemię. Wszyscy zgodnie zeskoczyliśmy razem z nim.
—Bardzo głupi pomysł.— Powiedział stanowczo Gaara spoglądając na bruneta. —Zresztą z tego co wiem to ona powinna wypowiadać rozkazy..— Skinął palcem w moją stronę. —chyba, że się do tego nie nadaje.— Stwierdził z arogancką nutą w głosie.
Widać było wielkie oburzenie ze strony mojego przyjaciela, jednak Shino szybko zabrał go na małą pogawędkę. Nie mogłam znieść czerwonowłosego. Spojrzałam znacząco na Hinatę, wiedziałam że nie wysiedzę z nim ani chwili dłużej, dziewczyna uśmiechnęła się tylko zajmując miejsce przy jednym z drzew.
            *****************************************************************

                  Lilie.. Uśmiechnęłam się mimowolnie widząc całe pole białych kwiatów. Nie wiedząc dlaczego miałam do nich zawsze wielki sentyment. Przykucnęłam między nimi delikatnie je zbierając. Chciałam zrobić wianek, jednak moje zdolności plastyczne sprawiały, że wychodziło mi to bardziej niż nieudolnie. W prawo, szybko na dół i zwiąż.- powtarzałam sobie w myśli sentencje, która miałaby być moją instrukcją do wykonania tego zadania. Oczywiście poległam. Uśmiechnęłam się przymykając oczy. O tej porze roku wiatr był taki przyjemny. Czułam jak aksamitnie błądzi po moich policzkach sprawiając, że na moim ciele pojawiły się ciarki. Nagle poczułam drobinki odbijające się od mojej twarzy.  —Piach... — Stwierdziłam widząc na swojej dłoni uciekające małe kuleczki. Po podniesieniu wzroku ujrzałam stojącego nieopodal mnie Gaare. Chłód ponownie przeszył moje ciało kiedy nasze oczy się spotkały. Jego wzrok był pusty, nie wyrażał jakichkolwiek uczuć. Chłopak szybko odwrócił się na pięcie i powędrował w stronę naszego obozu.  Spojrzałam jeszcze raz do góry. Przyjemny zefir przeistoczył się w chłód, a bezchmurne niebo zaczęły zajmować ciemne Cumulusy. Czułam, że nadchodząca pogoda nie zapowiada niczego dobrego.
                  Po moim powrocie wszyscy wygodnie siedzieli w swoim towarzystwie prowadząc ożywioną rozmowę. Syn Kazekage siedział na uboczu bezczynnie patrząc się w głąb ciemnego lasu. Jak podejdziesz to obiecuję, że bez wahania użyję na sobie kunai.. - Karciłam siebie w duchu wiedząc co zaraz nastąpi. Moje nogi mimowolnie powędrowały w stronę chłopaka. Zajęłam miejsce obok niego starając nawiązać się z nim jakikolwiek kontakt wzrokowy.
—Tak więc Gaara.. Nigdy nie było nam dane normalnie się zapoznać. Jestem Yukiko, bardzo mi miło!— Stwierdziłam kierując dłoń w jego stronę a na mojej twarzy zawitał szeroki uśmiech. Chłopak widząc moją twarz wstał jak oparzony. Ja to jednak jestem kretynką.. Delikatnie klepnęłam się w czoło czując przepełniające mnie zażenowanie. Najwidoczniej bycie miłą wcale się nie opłaca..
—Możesz mi chociaż powiedzieć dlaczego się tam udajemy?— Spytałam prawie że błagalnie. Zaskoczona swoim zachowaniem otworzyłam szerzej oczy. Chłopak cały czas stał tyłem do mnie.
—Twoją misją jest doprowadzenie mnie do wioski Skały, reszta już Ciebie nie dotyczy.— Stwierdził oddalając się. Rozczarowana swoją głupotą podeszłam do uradowanej trójki. —Dobra kochani, zbieramy się.— Odparłam zakładając mały plecak, a następnie wskoczyłam zwinnie na gałąź kierując w stronę ustalonego celu.  Ciemne  chmury powoli zaczęły przysłaniać otaczający nas horyzont.
            *****************************************************************

Bardzo chciałabym podziękować tutaj kochanej Juri (http://jurijuri.blog.pl/). Rybko gdyby nie Ty zapewne ten rozdział okazałby się tragedią, jednak Twoja świetna praca sprawiła, że teraz będzie on należeć do moich ulubieńców. Wiedz, że z głębi serca bardzo Ci dziękuję za wsparcie jakie mi okazujesz. <3

sobota, 15 października 2016

"There's no advantage to hurrying through life."

                  No i nadszedł ten wielki dzień! Promiennie uśmiechnięta kierowałam się w stronę bramy miasta skąd miałam ruszyć na swoją pierwszą misję. Wciąż nie mogę uwierzyć, że dosięgnął mnie tak wielki zaszczyt. Skręcając w drugą uliczkę zobaczyłam znajomą mi pewną siebie twarzyczkę.
   —Już się  stęskniłeś?—      Jeden z moich łuków brwiowych powędrował ku górze, a na twarzy pojawił się zadziorny uśmiech.  Shikamaru bez słowa w mgnieniu oka stał już naprzeciwko mnie. Delikatnie odepchnął mnie na drewniane ogrodzenie. Czując jego wiercący wzrok na mojej twarzy poczułam ciepło wypieków ukazujących się na moich policzkach.    —Shika...—    Nim zdążyłam dokończyć poczułam jak chłopak wbił się swoimi ustami w moje. Czułam jego silne ciało przywierające mnie do ogrodzenia. Nie byłam w stanie go nawet odepchnąć. Przyjemne ciepło wędrowało po moim ciele. Nie chciałam tego, jednak nie mogłam się oprzeć.    —Gdyby nie było nam dane się znowu zobaczyć..—    Wyszeptał odsuwając powoli głowę od mojej.     —Ale jesteś dziwny wiesz. Dzięki za wsparcie..—    Burknęłam niczym małe dziecko zaplatając ręce na klatce piersiowej. Nara pogładził mnie po policzku, a ja znowu poczułam falę rumieńców napływających na moją twarz. Widząc to automatycznie się uśmiechnął.    —Kretyn!—    Warknęłam cicho odsuwając jego rękę. Chwilę patrzyliśmy na siebie bez słowa. Wydaje mi się, że po prostu nie potrafilibyśmy wymienić między sobą jednego zdania. Chwilę milczenia przerwał chłopak przytulając mnie do siebie.    —Nie daj się zabić Murasaka..—    Pogładził mnie delikatnie po głowie, a następnie bez słowa udaliśmy się każdy w swoim kierunku.
                  "Jak ja go nie znoszę.. Moja pierwsza ważna wyprawa a on wyskoczył z pocałunkiem. Co za kretyn!" Przez całą drogę przeżywałam sytuację zaistniałą przez Shikamaru. Nim się spostrzegłam byłam już prawie przy bramie.    —Yukiko!—    Usłyszałam znajomy mi głos. Hinata. Uśmiechnięta dziewczyna machała w moim kierunku. Nagle zobaczyłam zbliżającą się kulę. Upadłam pod jej ciężarem.    —No cześć Akamaru!—    Roześmiania pogłaskałam psa który wygodnie usadowił się na moich nogach. Podniosłam się szybko czując wzrok wszystkich na sobie. Uśmiechnęłam się do towarzyszy, a widząc zadowolonego Yamato mój uśmiech powiększył się jeszcze bardziej.               —Idziecie we czwórkę. Piąta stwierdziła, że najlepiej będzie ze sobą współgrać. Jak wiesz nie jest to misja skupiająca się na walce lecz bezpiecznym dotarciu do celu. —     Spojrzałam się na drużynę 8 która była już widocznie gotowa do drogi.     —Yuki..—    szept Yamato sprowadził mnie na ziemię. Słychać było załamanie w jego głosie.    —Proszę Cię uważaj na siebie! Odżywiaj się dobrze i nie daj sobie w kasze dmuchać dobrze? Pamiętaj, że będę tutaj na Ciebie czekać. Wiem, że dasz sobie radę. Wierzę w Ciebie..—     Widząc przeszklony wzrok kapitana czułam, że sama zaraz się rozkleję. Przytuliłam się mocno do niego.    —Nim się obejrzysz będę z powrotem. Dziękuję kapitanie.—    Delikatnie się skłoniłam wyrażając tym szacunek do stojącego naprzeciwko mnie mężczyzny. Wiele mu zawdzięczam, gdyby nie on nie byłabym tym kim jestem. Do oczu Yamato napłynęło jeszcze więcej łez. Skinął głową po czym na pięcie odwrócił się idąc w stronę wioski. Odwróciłam się do swoich nowych towarzyszy. Z uśmiechem spojrzałam na nich i ruszyliśmy w stronę ustalonego przez hokage celu. Spojrzałam ostatni raz przez ramię chcąc znowu zobaczyć wioskę. Na bramie stała dobrze znana mi postać paląca papierosa. Uśmiechnęłam się szeroko dwoma palcami wykonując pożegnanie w jego kierunku. Skinął głową. Podbiegłam do kompanów znikając w głębi lasu.
            *****************************************************************

                  Naszym zadaniem było przeprowadzenie kogoś ważnego z wioski Piasku. Kazekage powiedział, że osoba ta jest nieprzewidywalna przez co musimy być ostrożni. Jesteśmy potrzebni po to, że w wiosce piasku nie mają tak dobrze szpiegujących ninja jak nasi. Przez co chcieli mieć pewność, że bez większych problemów będziemy w stanie przeprowadzić osobnika do Iwagakure. Wydawało się to może banalne, jednak nie wiedzieć dlaczego czułam jakiś niepokój. Po czterech dniach drogi byliśmy już prawie na miejscu. Zdecydowaliśmy się zatrzymać na nocleg.                     —Powodzenia w rozstawianiu namiotów. — Zaśmiała się Hinata spoglądając na swoich przyjaciół. Chłopcy byli bardziej niż oburzeni jednak mieli świadomość, że już się nie wymigają. —Chodź Akamaru!— Zawołałam czworonoga udając się z białooką po drewno. Uwielbiałam spędzać czas z dziewczyną. Mimo jej nieśmiałej powłoki jest naprawdę zabawna. Trzeba tylko ją bliżej poznać, a otworzy się przed Tobą i buzia się jej nie zamknie.    —I jak się czujesz? —    Spytała z uśmiechem spoglądając na mnie. Biorąc patyki od Akamaru trochę się wystraszyłam, już jutro będziemy na miejscu co oznacza, że misja w pewien sposób stanie się trudniejsza. Odwzajemniłam uśmiech spoglądając się na nią.    —Mną się nie przejmuj, lepiej powiedz co z Naruto?—    Odparłam zadowolona.    —Och nic nie mów.. Wyszliśmy ostatnio razem na ramen, ale gdy zobaczył Sakure to już zapomniał o otaczającym go świecie..—    Zdenerwowana nadęła buzię siadając na pobliskim kamieniu.    —Nie przejmuj się nią! Widać, że to Ty jesteś w jego typie.—   Na dźwięk moich słów dziewczyna rozpromieniła się.
                  Po powrocie na miejsce zbiórki zobaczyłyśmy idealnie rozstawione namioty.    —Dobra robota panowie!—    Zachichotałam odkładając z Hinatą drewno do naszykowanego już dołka. Usiedliśmy obok siebie przy palącym się ognisku. Byłam szczęśliwa, że piąta wybrała akurat grupę 8. Lubiłam ich, nawet Shino który raczej był oszczędny w słowach. Po zjedzeniu kolacji i długim rozmawianiu o niczym skierowaliśmy się do swoich namiotów. Czułam motylki na samą myśl o jutrzejszym dniu.
            *****************************************************************

                  Sunagakure.. Przepiękny widok ukazał się naszym oczom. Morze piasku rozprzestrzeniało się jeszcze daleko poza wioskę. Promienie słońca odbijały się od ziemi tworząc niesamowite zjawisko. Pod bramą spotkaliśmy jednego z posłańców kazekage, który pośpiesznie kazał nam się udać do jego siedziby. Nie wiedziałam dlaczego, ale czułam że ta wioska jest mi znajoma. Te wszystkie domy, sklepy i ten ogromny plac pod siedzibą czwartego. "Przestań Yuki, przecież nigdy tutaj nie byłaś." powiedziałam do siebie starając się doprowadzić do porządku. Czułam szybko bijące serce, bałam się, że po wejściu do kazekage stracę przytomność przez ten otaczający mnie stres.

środa, 12 października 2016

" If you don't like the hand that fate's dealt you with, fight for a new one!"

                  Czułam jak promienie zachodzącego słońca delikatnie pieszczą moje policzki. Dzień trwał już coraz krócej przez co zobaczenie tego zjawiska ostatnimi czasy jest wręcz niemożliwe. Widać było jak wioska powoli gaśnie, a jej mieszkańcy jak mróweczki starają się pośpiesznie wrócić do domu. Rychłe nadejście nocy nadawało miastu mroczną powłokę. W tym momencie można było dostrzec jak szybko najjaśniejsza gwiazda jest w stanie zgasnąć. Jednak zobaczyć miasto z góry w tej odsłonie sprawiało, że na moim ciele mimowolnie pojawiły się ciarki.  Ostatnimi czasy moje myśli były skupione na wydarzeniu sprzed trzech miesięcy. Spojrzałam na swoje dłonie ponownie czując ten przypływ energii, pośpiesznie zamknęłam je by nie przyczynić się do powstania kolejnego "incydentu". Kątem oka spojrzałam na swoje posiniaczone ramiona. Minione miesiące były dla mnie niesamowitym wyzwaniem. Musiałam zdobyć wiedzę, a przede wszystkim umiejętności jakie posiadają moi rówieśnicy. Jednak z tą różnicą, że jeszcze nie mogłam używać swoich "umiejętności". O ironio! Kto by pomyślał, że będę miała takie problemy. .
                  Westchnęłam ciężko czując jak łzy powoli napływają do moich oczu, spuściłam głowę dostrzegając czyjeś stopy stojące tuż obok mnie.     —Nie miałaś już gdzie się podziać co?—    Zaśmiał się Shikamaru zajmując miejsce po mojej prawej stronie na jednej z głów hokage. Wysokość jest moją słabością, wiedział o tym doskonale. Brunet położył tajemniczą paczuszkę na moich kolanach, jednak jego wzrok utkwiony był gdzieś poza horyzontem.    —Nie mogę pozwolić byś przestała się  odżywiać.—    Stwierdził chłopak, a ja mimowolnie otwierałam zawiniątko. Był to miły gest z jego strony,  jednak problemy żywnościowe to ostatnimi czasy mój najmniejszy problem. W milczeniu zjadłam znajdującą się pudełeczku kanapkę, a wzrok mojego kompana cały czas utkwiony był gdzieś w oddali. Nie chciałam wyrywać go z zadumy. Nasze relacje ostatnio w znacznym stopniu się ochłodziły. Mieliśmy długą przerwę od siebie, kiedy zrozumiałam, że chłopak utaił przede mną prawdę odnośnie misji. Było to jego zadaniem, jednak z szacunku do mnie powinien mnie poinformować. Ciszę milczenia przerwał odgłos włączanej zapalniczki. Zmarszczyłam delikatnie nos, szybko przejmując zapalonego papierosa. —Nawet nie waż się wy..— Zamilkł widząc jak zbliżyłam go do swoich ust. Poczułam jak moje płuca wypełniają się ciepłym dymem, po czym delikatnie resztę wypuściłam z powrotem na zewnątrz. Delikatny kaszel sprawił, że na twarzy bruneta pojawił się szeroki uśmiech.    —Cienki zawodnik jesteś!—    Zaśmiał się donośnie, a ja w tym czasie rozdzieliłam palce pozwalając papierosowi powoli kierować się w stronę ziemi. Jego czoło się zmarszczyło, a oczy ewidentnie ukazywały rozczarowanie.    —Yuki definitywnie się zmieniłaś i to na gorsze. Myślałem, że już wystarczająco dużo czasu dostałaś, ale Ty dalej jesteś.. oschła. Gdzie się podziała ta uśmiechnięta dziewczyna rozświetlając każdy mój dzień?—   Zbliżył się delikatnie łapiąc mnie za ramiona. W tej chwili kontakt wzrokowy z nim bolał bardziej niż trening z Lee.                                         Zdezorientowana wstałam szybko chcąc go zostawić. Nie miałam ochoty zamienić z nim nawet jednego słowa. Incydent sprzed trzech miesięcy był tematem tabu i nikt nigdy nie poruszał go  przy mnie, jednak Nara z wielką natarczywością próbował ze mną o tym rozmawiać.
Będąc w połowie drogi do schodów prowadzących na dół poczułam za sobą ciało i mocny uścisk który objął moje ciało.    —Nie możesz się tak zachowywać..—    Szept chłopaka delikatnie dźwięczał w moich uszach, a ja wiedziałam, że już  nie jestem w stanie się bronić. Poczułam jak lśniące kropelki spływają po moich policzkach. Odwróciłam się wtulając w ramiona chłopaka. Całkowicie pękłam. Nie byłam w stanie poradzić sobie z drastycznymi zmianami jakie nastały w moim życiu. Nie miałam już pojęcia kim jestem, co mam robić i jak się zachowywać. Poczułam nagle jak chłopak delikatnie gładził dłonią tył mojej głowy.  Doskonale wiedział, że potrzebuję się wypłakać, że potrzebuję przyjaciela.    —Shikmaru..—    Wyszeptałam przecierając dłonią lekko zaczerwienione oczy. Wzrok chłopaka wydawał się mnie przewiercać, jak gdyby chciał w tej chwili poznać moje myśli. Pogładził dłonią mój policzek  a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. "Oj nie jest za dobrze.." pomyślałam czując jak brunet powoli bardziej się do mnie zbliża.
Shikamaru! Yukiko!—    "Dzięki Ci Boże!" omal nie krzyknęłam słysząc głos zbliżającej się  Shizune. Odetchnęłam z ulgą odsuwając się od przyjaciela. Bałam się tego co mogło zaraz nastąpić. Nie byłam w tym momencie niczego pewna. To co by się teraz zdarzyło nie byłoby prawdzie, było by tylko uczuciem litości.    —Czcigodna Tsunade-sama wzywa was do siebie..—    Głos kobiety rozdźwięczał w mojej głowie. Nie wzywała mnie do siebie, od tamtego czasu. Kiwnęliśmy głowami na znak zrozumienia rozkazu i skierowaliśmy się do siedziby piątej.
            *****************************************************************

                  —W  życiu się na to nie zgodzę!—    Głos Shikamaru rozległ się po pokoju. Wyjął papierosa z kamizelki szybko go odpalając.    —To nie Twoja decyzja tylko moja Shikamaru rozumiesz?!—    Tsunade uderzyła pięścią w stół. Gdyby ich spojrzenia zabijały to już byłabym w towarzystwie dwóch trupów.    —Ona nie jest na to gotowa!—   Stwierdził brunet cały czas mając wzrok utkwiony w piątą. Oczywiście wszystkie sprawy związane ze mną są ustalane przez wszystkich tylko nie przeze mnie.    —Jest, widziałam jakie zrobiła postępy. To pojętna uczennica, wierze ze sprosta zadaniu..—    Tsunade podeszła do mnie trzymając w dłoniach jakąś tasiemkę.    —Zresztą z dumą mogę przyznać, że Yukiko od dnia dzisiejszego jest schinobi z wioski liścia.—    Zamurowało mnie. Nie spodziewałam się, że tak szybko otrzymam to wyróżnienie. Odwzajemniłam uśmiech  hokage, biorąc w dłonie opaskę z symbolem wioski. Czułam jak duma rozpiera mnie od środka.    —Nie ma mowy! Chociaż pozwól mi być członkiem jej załogi. Nie zna dużo ninja naszej wioski, nie może iść na taką misję bez wsparcia!—    Krzyczał Nara, jednak Tsunade nieugięcie odmawiała na wszystkie jego prośby.    —Ty jesteś tutaj potrzebny. Już wybrałam dla niej idealną drużynę.—    Ponownie poczułam szczery uśmiech z jej strony. W ich przekrzykiwaniu nie byłam w stanie dojść do słowa. Wizja pierwszej misji była trochę przerażająca.
                  Po ustaleniu wszystkich szczegółów powoli wyszliśmy z gabinetu blondynki. Całą drogę szliśmy w milczeniu. Widać było, że chłopak bił się z własnymi myślami. Ja w głębi serca cieszyłam się jak dziecko, w końcu moje marzenie się spełni.. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Zatrzymaliśmy się pod moim mieszkaniem.    —Bohaterze, dam sobie radę.—    Przerwałam niezręczną ciszę przesyłając uśmiech do chłopka. Ten szybko przyciągnął mnie do siebie. Sięgałam mu do brody więc gdy mnie mocno objął czułam, że prawdopodobnie zaraz stracę przytomności. Cisza. To było wszystko czego mogłam oczekiwać. Po kilku minutach zakleszczenia poczułam jak odsuwa się ode mnie. Musnął mnie delikatnie w czoło. Bez słowa odwrócił się na pięcie idąc do domu.
                  Westchnęłam ciężko i weszłam do domu. Przejęta udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic i gotowa do snu udałam się w stronę pokoju. Zimny podmuch powietrza otulił moje ciało.    —Wiesz, że może Ci się nie udać, prawda?—    Zamurowało mnie. Shikamaru stał przy otwartych drzwiach balkonowych  ilustrując mnie wzrokiem.    —Zabłądziłeś po drodze do domu Nara?—   Zaśmiałam się pod nosem czując jak wszystko zaczyna się we mnie gotować. Oczywiście nie wierzy, że mi się uda. Mimo braku takiego doświadczenia jakie on posiada, stwierdzam że nie powinien mnie tak od razu osądzać.    —Ty jakiś niepoważny jesteś!—    Krzyknęłam tupiąc delikatnie nogą. Brunet prawie co nie pękł ze śmiechu. Czułam jak moje policzki przybierają czerwony kolor przez reakcje chłopaka.          —Pozwolisz mi spędzić ostatni wieczór z przyjaciółką?—    Zdziwiona spojrzałam na jego twarz, malowało się  na niej zaniepokojenie. Czyli on naprawdę uważa, że mogę nie wrócić. Uśmiechnęłam się bezsilnie siadając po turecku przy małym stoliczku do kawy, który znajdował się w centralnej części salonu. Sięgnęłam dłonią po pudełeczko które leżało pod stolikiem.    —To może partyjka shogi?—   Na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech, a chłopak z widocznym zadowoleniem zajął miejsce naprzeciwko mnie.


wtorek, 11 października 2016

"People's lives don't end when they die. It ends when they lose faith."

                  —No i co ja mam zrobić?—    Westchnęłam cicho siedząc na małym balkoniku. Podciągnęłam delikatnie kolana pod brodę, spoglądając na stojący przede mną stolik na którym znajdował się kubek z parującą herbatą. Objęłam ciepłe naczynie wąchając przy tym piękny zapach imbiru i malin.
Miałam całkowity mętlik w głowie. Wizja rozpoczęcia treningu była czymś niewyobrażalnym. Przecież ja nie znam tego całego "świata ninja". Kunai trzymałam przez chwilę kiedy musiałam go podać Shikamru, bo ta pierdoła oczywiście wszystko gubi.  Nawet nie wiem czy fizycznie będę w stanie spełnić oczekiwania piątej. Niby nie mam jakiegoś braku kondycji, w sumie taniec nie był głupim pomysłem. Dzięki temu moje ciało pozostało jeszcze gładkie i jędrne. Jednak niecałe 52 kilo i 165 centymetrów to wcale nie jest coś powalającego. Przecież większość ludzi jest stanie mnie przewrócić skinieniem palca.    
                  Rozmowa z panią Itami była najgorszym doświadczeniem w ciągu ostatnich kilku dni. Biedna kobieta z załamanym głosem stwierdziła, że nic się nie stało, jednak ja oczywiście wpadłam w niewiarygodne poczucie winy. Biedna staruszka została sama ze swoją kawiarenką, a ja miałam bawić się w jakieś "ninja".
   —Co tak późno?—     Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Lee gdy wchodziłam na miejsce treningu. Byłam jakieś dziesięć minut za wcześnie, ale znając brewkę to siedzi już tutaj od wschodu słońca. Nagle podszedł do mnie Shikamaru i z uśmiechem mi oznajmił, że dzisiejsze ćwiczenia zaczynam z klonem Gaia. Mój zachwyt był równy zeru.
            *****************************************************************

                  —Czy już możesz mnie zabić?—    Ledwo dysząc dotarłam do Shikamaru. Bezsilnie opadłam na trawie. Rozgrzewka i "krótki" bieg według Lee to był mój nowy istny koszmar. Chyba przez tydzień będę śniła o tych czterech kilometrach.    —To dopiero początek!—    Krzyknął uradowany brewka robiąc w między czasie kilka pompek. W sekundę posłałam w jego stronę karzące spojrzenie.    —Możesz mi powiedzieć na co komu ten cyrk?—    Wyszeptałam do bruneta który w tym samym momencie gasił papierosa.    —To jest moje zadanie Yuki...—    Westchnął ciężko spoglądając mi prosto w oczy.    —Ty wiesz wystarczająco.—    Odparł ze spokojem. Wzburzona jego odpowiedzią w sekundę podniosłam się na nogi. Jak on śmie utajać przede mną informacje związane z moją osobą? Ma ciekawą definicję słowa "przyjaciel".    —Cześć landrynko!—    Usłyszałam radosny głos, podnosząc wzrok ujrzałam przed sobą znanego mi blondyna.    —Naruto! Nie mogę uwierzyć, że też w tym bierzesz udział. —    Odparłam z uśmiechem na twarzy. Uśmiech tego chłopaka był zbyt zaraźliwy by go nie odwzajemnić. Jednak gdy przetrawiłam wszystkie informacje zadowolenie momentalnie zniknęło z mojej twarzy. Mój organizm przejęła wściekłość. Nie widziałam sensu tych ćwiczeń,  a do tego angażowanie w to moich bliskich było dla mnie zbyt żenujące.    —Będzie dobrze.—    Usłyszałam głos Shikamaru za moimi plecami, a jego dłoń powędrowała na moje ramię. Poczułam jak przeszedł mnie dreszcz.
                  —To już wiesz co robić?—    Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Naruto. Spojrzałam się na stojącego kilka metrów ode mnie chłopaka. Oboje trzymaliśmy w rękach kunai.    —Czy naprawdę muszę? Może powinnam poćwiczyć  z Konohamaru, jemu przynajmniej nie zrobię krzywdy... —      Zaśmiałam się ironicznie spoglądając na Uzumakiego. Westchnęłam cicho i nim się spostrzegłam biegłam w stronę "rywala".    —Jak?—    Szepnęłam do siebie patrząc do tyłu. Oczywiście ten dureń nie mógł mi powiedzieć, że użyje na mnie techniki imitacji cienia. Idiota, już ja mu pokażę.
Bezsilnie wykonywałam ruchy jakich oczekiwał Nara. Czułam się  jak gdybym latała, te wszystkie obroty i wyskoki. To było urzeczywistnienie mojego snu.
Wymienialiśmy z Naruto ciosy, widać że chłopak starał się robić wszystko  by mnie nie skrzywdzić. Nagle zatrzymałam się, a moje dłonie zaczęły robić dziwne gesty. Po jaką cholerę on to robi.. Kątem oka dostrzegłam stojących w cieniu drzewa kapitanów, w tym samym momencie czując silne odepchnięcie.
                  Co do?! Całe zamieszanie trwało sekundę. Gdy dym opadł zobaczyłam przed sobą drewnianą komorę, wyglądało to jak skorupka jajka wokół której tańczyła wiązka elektryczna. Moje tęczówki automatycznie się powiększyły. Szybko odskoczyłam bezwolnie upadając na trawę. Do jasnej cholery ja chce wrócić do mojej kawiarni! Z niedowierzaniem patrzyłam jak skorupa pęka ukazując mi Yamato zasłaniającego Naruto.
Yuki!—    Usłyszałam krzyk Shikamaru, który w sekundę pojawił się obok mnie.       —Jesteś cała? Jak się czujesz?—   Zdenerwowany patrzył na mnie dłonią dotykając mojego czoła.    —Wszystko jest dobrze..—    odparłam oschle dłonią zabierając jego rękę.    —Muszę już iść, przepraszam...—    Podniosłam się z ziemi starając uniknąć jakiekolwiek kontaktu wzrokowego. Wychodząc z sali czułam jak łzy napływają mi do oczu. W pośpiechu kierowałam się do domu.

niedziela, 9 października 2016

"Once you question your own belief, it's over."

                  Głośny dźwięk budzika rozbrzmiewał w moim pokoju, tym samym brutalnie oddziałując na moją zaspaną głowę. Powolnie podniosłam dłoń by w jakiś sposób uciszyć to piekielne urządzenie. Kiedy cisza zapanowała w mieszkaniu, ospale zsunęłam się z łóżka kierując w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po którym zrobiłam delikatny makijaż. Upięłam swoje długie blond włosy w koczek by jak najmniej odczuć ich obecność. Nigdy nie mam z rana za dużo czasu dla siebie. Zdążyłam włożyć na siebie zwiewną białą sukienkę, której kołnierzyk był zrobiony z koronki, wsunęłam na stopy sandałki i z prędkością światła wybiegłam z mieszkania kierując do kawiarni.
                  Musiałam odebrać przesyłkę z pracy i zanieść do pobliskiego domu starców, jeden z podopiecznych miał dzisiaj urodziny więc zgodziłam się dostarczyć im pakunek ze słodkościami. Dzisiejszy słoneczny dzień w Konohagakure był piękniejszy niż inne w dodatku wizja dnia wolnego całkowicie poprawiała mi humor. Pani Itami dała mi po raz pierwszy wolny dzień w ciągu tygodnia, chciałam to wykorzystać jak najlepiej.
                  Po dostarczeniu paczki udałam się w stronę szkoły gdzie chciałam się spotkać z kapitanem Yamato. Był dla mnie niczym wujek którego potrzebowałam najbardziej.  Będąc pod szkołą dostrzegłam kapitana Kakashiego rozmawiającego z szukanym przeze mnie nauczycielem.   — Witaj Yuki!—   usłyszałam miły głos Yamato, który na mój widok od razu rozpromieniał. Kakashi skierował uśmiech w moją stronę, jednak widać było, że na jego twarzy malowało się zakłopotanie. Udałam, że tego nie zauważyłam, w końcu nie należę do ich "świata" .     —Co zaplanowałaś na dzisiejszy dzień?—   kontynuował kapitan obejmując mnie za ramię i zostawiając białowłosego w tyle.   —Muszę spotkać się z Shikamaru, podobno potrzebuje mojej pomocy.—    Gdy  wypowiedziałam te słowa sama się zaśmiałam. W końcu jak niby miałabym pomóc komuś takiemu jak Nara.    —Ale obiecaj mi, że poinformujesz mnie o tym jak znajdziesz wybranka serca!—  Stwierdził uradowany Yamato szeroko uśmiechając się w moją stronę. Jest to cudowny człowiek, jestem szczęściarą, że los postawił mi go na drodze.

            *****************************************************************

                  Jeszcze chwilę spędziłam na małych plotkach z kapitanem, po czym udałam się na spotkanie z wcześniej wspomnianym brunetem. Droga do polany, która była naszym miejscem spotkania, zajęła mi chwilę. Ucieszyłam się gdy na miejscu dostrzegła Shikamaru, jak zawsze miał na sobie kamizelkę chunina.    — Spóźniłaś się Murasaka..—    burknął chłopak.     —A Ty jak zawsze w szampańskim humorze Nara.—      uśmiechnęłam się delikatnie, a po chwili na twarzy mojego kompana również zawitał uśmiech.    —Jak Twoja ostatnia misja?—    spytał spoglądając na mnie w między czasie wyciągając z kieszonki kamizelki paczkę papierosów.      — Było ciężko, musiałam zmierzyć się ze zgrają nieśmiertelnych, a później przeżyć spotkanie z dwoma złodziejaszkami, ale ostatecznie przesyłka jest nienaruszona. —      Zaśmiałam się wyjmując z torby małe zawiniątko. Schowałam tam ciasteczka które upiekłam dzień wcześniej.      —Jezu Nara Ty nie masz co robić ze swoim życiem?—      burknęłam łapiąc za jeszcze nieodpalonego papierosa i całą paczuszkę odłożyłam jak najdalej od niego. Na jego twarzy powstał grymas, jednak szybko zagościł uśmiech, a po chwili położyliśmy się obok siebie na puszystej trawie by w spokoju móc obejrzeć płynące obłoki. Bardzo lubiłam spędzać czas z tym wariatem, znam go odkąd pamiętam. Jednak jego mistrz nie za bardzo za mną przepada, rozmawiałam z nim góra dwa razy, a gdy tylko się pojawiam to on znika. Cieszę się, że Shikamaru tego od niego nie przejął.
                  Spokojną ciszę przerwał nam właśnie Asuma, który z pośpiechem do nas doskoczył.   —Shikamaru, piąta Cię wzywa podobno ma dla Ciebie jakieś zadanie specjalne.   — Widać było rozczarowanie na twarzy mężczyzny gdy jego wzrok zatrzymał się na mojej postaci. Zagubiona spojrzałam w dół by tylko uniknąć jego spojrzenia.    —Ciebie też Murasaka..—   Nie słyszałam reszty. Te słowa zadźwięczały w mojej głowie. Czego hokage może chcieć od zwykłej mieszkanki takiej jak ja? W pośpiechu skierowaliśmy się z brunetem do budynku w którym urzędowała piąta.

            *****************************************************************

                  —Shikamaru to będzie Twoje nowe zadanie rozumiesz? Do pomocy będziesz miał kilku shinobi których Ci przydzielę i pamiętaj, że masz zrobić wszystko co w Twojej mocy. Yamato wraz z Kakashim będą Cię nadzorować.. —   Tsunade kontynuowała swój monolog, a ja jak głupia siedziałam na krzesełku przed nią. Nade mną stał Kakashi, Yamato i Asuma, którzy najwidoczniej byli zbyt przejęci by mnie dostrzec. Nie rozumiałam tylko po jaką cholerę ja im jestem potrzebna.         —Taka była decyzja trzeciego rozumiesz Asuma!?—   Krzyknęła stanowczo blondynka opadając szybko na krzesło. Nareszcie złapałam z kimś kontakt wzrokowy. Tsunade mimowolnie uśmiechnęła się w moją stronę i ciężko westchnęła.   —Yukiko musisz zacząć trenować swoje umiejętności ninja. Będzie do dla Ciebie trudne jednak Twoja rodzina właśnie tego chciała, mimo tego co przeszłaś... —  jej wzrok uciekł gdzieś w dal, a ja osłupiała starałam sobie wszystko przetrawić. Moja rodzina? Moja przeszłość? O co im do cholery chodzi. Przecież ja nie mam przeszłości, ledwo co pamiętam ze swojego dzieciństwa. Może to była prośba mojej zmarłej ciotki...
                  —Masz być gotowa jutro o dziewiątej i widzimy się na placu. Zrozumiałaś Yuki? — Stwierdził Yamato gdy wyszliśmy z pokoju piątej. Nic nie rozumiałam z tego co właśnie się wydarzyło. Przecież jestem kelnerką, to jest niewykonalne by zrobić ze mnie shinobi... Moje zagubienie sięgnęło zenitu, kapitan przytulił mnie mocno twierdząc, że wszystko jest w porządku, jednak mi coś tutaj nie pasuje. Oczywiście nikt nie jest łaskaw mnie w nic wtajemniczyć.

Prologue.

                  Sunagakure , wioska która od wielu lat utrzymywała się jako jedna z najpotężniejszych mocarstw. Miasto otoczone skałami idealnie chroniącymi spokojne życie mieszkańców. Jednak ostatnimi czasy ich spokój został naruszony.. Od kilku tygodni w godzinach południowych mieszkańcy jednogłośnie stawiali się pod budynkiem administracyjnym i debatowali nad sprawami dotyczącymi wioski. Z tą różnicą, że tym razem wszyscy zebrali się w okręgu przekrzykując się nawzajem. Powstał gwar, że zrozumienie czegokolwiek graniczyło z cudem.  Nagle doszedł wyraźny krzyk z zachodniej części kręgu.   —To dziecko nie nadaje się do życia między nami, powinno zostać ukryte daleko od wioski! —   Przekleństwa i zgrzytania zębów wściekłych mieszkańców kierowane były w stronę drobnej istotki stojącej w epicentrum całego zamieszania.
                 Był to tylko mały, niewinny chłopczyk.  Dłonią poprawił swoje krótkie czerwone włosy z przerażeniem spoglądając na mieszkańców. Gdy kolejne słowa zostały kierowane w stronę dziecka, jego oczy napełniły się łzami, które mimowolnie opadały po jego policzkach. Nie rozumiał co się dzieje. Chciał wyjść na spacer a tu nagle całe miasto chce się go pozbyć, dlaczego? Co im zrobiło dziecko, że aż z taką nienawiścią wypowiadali każde kolejne słowa? Dlaczego chcą pozbyć się najmłodszego syna Kazekage?
                 W tłumie całego zgiełku i krzyku chłopczyk poczuł że ktoś złapał go za dłoń. Po odwróceniu się dostrzegł małą blondynkę, która wydawała się być jego rówieśniczką. Czerwonowłosy otarł łzy i w tej samej chwili dziewczynka podała mu białą lilię. Zdziwienie na twarzy malca wzrosło, a nieznajoma uśmiechnęła się spoglądając na niego swoimi czarnymi jak węgiel oczami. Był to jedyny miły gest jaki ostatnimi czasy spotkał chłopca. Niestety jeden z dorosłych w pośpiechu zabrał małą dziewczynkę w stronę wyjścia z wioski, a mały Gaara stał dalej w środku całego zgiełku, jednak tym razem na jego buzi widniał uśmiech a swoją małą rączką ściskając biały kwiat.

            *****************************************************************

                 — Dziękuję i zapraszam ponownie! — dzwoneczek nad drzwiami rozdźwięczał dając znać, że klienci opuścili lokal. Westchnęłam cicho zgarniając blond kosmyki za ucho. Kolejny ciężki dzień pracy zbliżał mnie do kupna upragnionego mieszkania. Wrzuciłam napiwek do słoiczka przy kasie  w tym samym czasie łapiąc za brudne naczynia, które w pośpiechu odłożyłam przy zlewie który znajdował się zaraz za ladą.  — Yukiko!  — Rozległ się krzyk w kawiarni, a moim oczom ukazała się roześmiana Tenten, która wraz z Chojim zajęli miejsce znajdujące się zaraz przy moim stanowisku. Z rozbawieniem podałam im już czekające ciastka oraz herbatę.
                 Odwiedzali mnie zawsze o godzinie piętnastej. Przychodzili by opowiedzieć mi jakie to wspaniałe życie wiedzie się będąc shinobim. Łykałam ich opowiadania niczym powietrze. Pragnęłam tak jak oni walczyć za wioskę, chronić ją, jednak nie było mi to pisane. Po pierwszym roku szkoły musiałam zrezygnować, śmierć ciotki sprawiła, że nie było mnie stać na to by ukończyć naukę. Mieszkałam sama co wiązało się z koniecznością wczesnego zarabiania.
                 Na początku było ciężko, nikt nie chciał przyjąć dziecka do pracy. Jednak z wielką pomocą przyszedł mi kapitan Yamato, który zawsze odnajdywał dla mnie jakiś dorywczy zarobek. Minęło już dziesięć lat od kiedy przybyłam do wioski, poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy całkowicie przekręcili mój świat do góry nogami.  Nim się spostrzegłam zapadł zmrok. Ze spokojem sprzątnęłam ostatnie brudne talerze, przetarłam zalepione stoły i skierowałam się w stronę drzwi. Przekręciłam kluczyk w drzwiach, z delikatnym uśmiechem ruszając dróżką która prowadziła prosto do mojej małej kawalerki.